Splunąć i przyklepać
W przysłanym nam piśmie Macieja Kuczewskiego, rzecznika prasowego Daewoo Towarzystwa Ubezpieczeniowego S.A. z Biura Zarządu w Warszawie, dotyczącym artykułu "Splunąć i przyklepać", znalazł się następujący akapit:
- Żałuję, że autorzy artykułu przed jego napisaniem nie zapoznali się z argumentami DTU unikając w ten sposób możliwych podejrzeń o stronniczość.
Lepiej być w kropce niż w martwym punkcie. Próbowaliśmy to uczynić, o czym - jak można domniemywać - pana rzecznika w jego firmie nie poinformowano. Chcieliśmy m.in. wyjaśnić pismo DTU, podpisane przez pełnomocnika prezesa zarządu ds. zarządzania oddziałem Szczecin oraz Henryka Goździeniaka, głównego specjalisty biura ubezpieczeń komunikacyjnych. Zawierało ono - przypomnijmy - naszym zdaniem dyskusyjny akapit:
- Przyjęcie w/w zasad zaproponowanych warunków świadczy o słuszności podjętych działań przez Oddział i pozwala na ograniczenie szkodowości.
Wspomniane nowe "zasady zaproponowanych warunków", to w gruncie rzeczy narzucony przez Towarzystwo warsztatom usługowym nowy cennik za tzw. roboczogodziny. Zawiera stawki mocno zaniżone w stosunku do dotychczas obowiązujących. W chwili zbierania materiałów do artykułu kstałtowały się następująco: blacharka - 120 zł/rg (roboczogodzina) i lakiernictwo - 90 zł/rg, a nowe stawki: 75 zł/rg i 85 zł/rg. Zniżka znaczna.
Można domniemywać, że poprzez "ograniczenie szkodowości" Daewoo rozumie ogólną kwotę, jaką Towarzystwo chce zapłacić serwisowi za świadczone na jego rzecz usługi. "Wyduszając" ceny do progu opłacalności, Towarzystwo "ogranicza szkodowość". A że za symboliczne pieniądze nikt nie wykona solidnej usługi, w praktyce może być tak, że warsztaty zaczną świadczyć usługi, którą niegdyś określało się, jako "splunąć i przyklepać".
Skontaktowaliśmy się z Janem Malinowskim, specjalistą biura ubezpieczeń komunikacyjnych Daewoo Towarzystwo Ubezpieczeniowe S.A. Zapewnił nas, że nic nie stoi na przeszkodzie, by dyrektor szczecińskiego oddziału Norbert Zgliński odpowiedział wyczerpująco na nasze pytania i wyjaśnił wątpliwości. Niestety, był optymistą. Pan dyrektor Zgliński spytany m.in. o ceny i powód rezygnacji z serwisu na prawobrzeżu (dostaliśmy wiele listów od właścicieli samochodów, oburzonych tym faktem), stwierdził krótko:
- Na takie rzeczy nie rozmawiam.
Ponownie więc odwołaliśmy się do J.Malinowskiego. Poinformował nas, że w tzw. międzyczasie rozmawiał w tej sprawie z Jolantą Adamiak, członkiem biura zarządu DTU. Wspomniane pismo było wykonaniem polecenia zarządu.
- Dyrektor Goździeniak miał polecenie od p. Adamiak zmniejszenia kosztów naprawy na stacjach. Wysłał w tym celu stosowne pismo do Oddziału o zmniejszenie stawek.
Reasumując - próbowaliśmy u źródła uzyskać pełną informację, ale skończyło się tak, jak powyżej.
Inne tematycznie powiązane strony:
†
|