Eksperci jedno, a prezes swoje
Wypadek zdarzył się we wrześniu ubiegłego roku i do dziś poszkodowany, Robert Balczerowski, nie może uzyskać z Daewoo Towarzystwa Ubezpieczeniowego S.A. oddziału szczecińskiego odszkodowania. Mimo, że opinie rzeczoznawców oraz Biuro Ubezpieczeń Komunikacyjnych potwierdzają jego wersję wydarzeń.
Do zdarzenia doszło na przejściu granicznym w Kołbaskowie. Na stojącego mercedesa R.Balczerowskiego najechało BMW, który wystartował z pasa ruchu, na którym nie powinno się znaleźć. Stało się to w momencie, kiedy kierowca mercedesa (wersja sportową z automatyczną dźwignią biegów) dopiero co ruszał. Uderzenie "dobiło" nogę kierowcy do pedału gazu. To spotęgowało uderzenie samochodu w barierki ochronne. Było tak silne, że pękł akumulator, a auto zostało uszkodzone.
Wszystko te wydarzenia potwierdziła policja, która szybko pojawiła się na miejscy wypadku. Również rzeczoznawcy, którzy ocenili szkody i przebieg wydarzeń. Pełniący obowiązki prezesa szczecińskiego oddziału TU Daewoo, miał jednak odmienne zdanie. Jednoznacznie wyraził je w piśmie do adwokata poszkodowanego:
- Uszkodzenia nadwozia samochodu Mercedes nie powstały (...) w związku z ruchem samochodu osobowego BMW, a musiały powstać w innym miejscu i innych okolicznościach.
Balczerowski: Uznał więc mnie za naciągacza, a jeśli tak, to dlaczego nie oddał sprawy do prokuratury ? Jeśli ja jestem naciągaczem, to również podejrzani są eksperci i policjanci.
Prawnik w Niemczech (gdzie Balczerowski mieszka) ocenił sytuację, jako "nie mieszczącą się w granicach obowiązującego w cywilizowanym państwie prawa". Zasugerował powołanie własnego rzeczoznawcy. Tak też się stało. TU Daewoo powołało w tym czasie swojego zlecając zbadanie wypadku Stowarzyszeniu Rzeczoznawców Techniki Samochodowej i Ruchu Drogowego w Poznaniu.
Ekspert, inż. Leszek Fedrał w opinii napisał:
- Na podstawie szczegółowej analizy (...) stwierdza się, że uszkodzenie nadwozia pojazdu Mercedes 300 SL (...) mogły powstać w okolicznościach przedstawionych przez uczestników zdarzenia.
TU Daewoo wiedziało jednak swoje. Prezes oddziału szczecińskiego zawiadomił Balczerowskiego, że "Towarzystwo nie ponosi odpowiedzialności za tę szkodę w związku z brakiem podstaw faktycznych dla przyjęcia istnienia związku przyczynowego pomiędzy ruchem samochodu BMW, a szkodą powstałą w samochodzie Mercedes".
Po odwołaniu się do instancji wyższych Towarzystwa, Biuro Ubezpieczeń Komunikacyjnych Zarządu Daewoo T.U. S.A. w Warszawie przeanalizowało raz jeszcze dokumenty i wydało decyzję korzystną dla Balczerowskiego. Mimo to prezes szczecińskiego oddziału odmówił jej wykonania.
- Przestałem już wierzyć w działanie jakiegokolwiek prawa w Polsce - mówi Robert Balczerowski. - Skoro wszyscy, którzy są do tego powołani potwierdzają zdarzenie, skoro to na mnie najechano, a nie ja na kogoś, skoro wreszcie byłem ubezpieczony, to nie znajduję racjonalnych przesłanek, dlaczego Towarzystwo Ubezpieczeniowe Daewoo chce ze mnie zrobić kozła ofiarnego.
Z pełniącym obowiązki prezesa zarządu oddziału szczecińskiego TU Daewoo, Norbertem Jarosławem Zglińskim, próbowaliśmy się przez dwa tygodnie skontaktować. Ilekroć dzwoniliśmy, zawsze odpowiedź była ta sama: Pana prezesa nie ma w pracy. Marek Rudnicki
Inne tematycznie powiązane strony:
†
|